Loopy's World

“Członkostwo w IAAPA to jak oddychanie”. Jaka jest rola Loopy’s World w stowarzyszeniu? [ROZMOWA]

Indoor

Mikołaj Jędrzejkowski i Daria Bohorodzicz o roli współpracy firm z branży rozrywki.

Centrum rodzinnej rozrywki Loopy’s World należy do krajowych pionierów wśród indoorowych parków dla dzieci. Jego założyciele i zarządcy są aktywnymi członkami Międzynarodowego Stowarzyszenie Parków Rozrywki i Atrakcji IAAPA. W rozmowie z Parkmag.pl przedstawiciele Loopy’s World, Mikołaj Jędrzejkowski i Daria Bohorodzicz, opowiadają o znaczeniu współpracy firm z branży rozrywki w ramach IAAPA, o swojej roli w stowarzyszeniu i o tym, jak parki pomagają zmieniać podejście polskich rodzin do wspólnego spędzania czasu.

Łukasz Jadaś: Jak zaczęła się historia Loopy’s World w IAAPA?

Mikołaj Jędrzejkowski: Do IAAPA przystąpiliśmy dość szybko po otwarciu Loopy’s World – myślę, że w ciągu dwóch lub trzech lat od startu. Od tego czasu nieprzerwanie jesteśmy jej członkami.

Wiadomo było, że organizacja działa już aktywnie na świecie, natomiast w Polsce debiutowała. Byliśmy bodajże jedną z pierwszych firm i osób w kraju, które do niej dołączyły. Mieliśmy świadomość, że ten rynek dopiero się wówczas kształtował.

Szukaliśmy inspiracji, chcieliśmy się uczyć swojej branży, zobaczyć, jak działają inni. Nie chcieliśmy po raz kolejny wymyślać koła. Wiedzieliśmy, że wiele rzeczy zostało już wcześniej przetestowanych i sprawdzonych, a z tych doświadczeń można wyciągnąć cenne wnioski.

Oczywiście zawsze bierzemy poprawkę na to, że każdy rynek lokalny – w tym polski – ma swoją specyfikę, którą trzeba doceniać. Jednocześnie światowe standardy wyznaczają kierunki rozwoju i inspirują nas do działania. Szukając właśnie takiej wiedzy i doświadczenia, trafiliśmy na IAAPA. I tak zaczęła się nasza historia.

Loopy's World
Fot. Loopy’s World

Jakie największe korzyści Loopy’s World czerpie dziś z tego członkostwa?

Mikołaj Jędrzejkowski: Powiedziałbym, że to trochę jak z oddychaniem. Nie zastanawiamy się nad samym aktem oddychania, a jednak daje nam on możliwość życia i działania. Z IAAPA jest podobnie – nie koncentrujemy się codziennie na samym członkostwie, ale wiemy, że mamy za sobą ogromne zaplecze doświadczeń i kontaktów.

To organizacja skupiająca firmy podobne do naszej – zarówno te prowadzące obiekty rozrywkowe, jak i producentów sprzętu czy dostawców usług wspierających branżę. Są tam też specjaliści zajmujący się teorią rozwoju naszego sektora i analizą trendów. Wymiana wiedzy i doświadczeń, a także informacje o producentach i rynku – to wszystko daje nam realną wartość.

Daria Bohorodzicz: Z mojego, menedżerskiego punktu widzenia, ogromnie ważna jest sieć kontaktów, jaką IAAPA pomaga tworzyć na całym świecie. Dzięki temu mamy łatwiejszy dostęp do nowych atrakcji, które chcemy wprowadzać na nasz plac. Często kontaktujemy się z dostawcami właśnie poprzez IAAPA – pomagają nam ich znaleźć, a także wspiera przy zakupach czy negocjacjach. Ważną rolę odgrywają również wyjazdy na targi branżowe i całe zaplecze szkoleniowe, jakie organizacja oferuje.

ZOBACZ TAKŻE: GALERIA ZDJĘĆ POLSKICH FIRM Z IAAPA EXPO EUROPE 2025 w BARCELONIE

Podczas trudnych lat pandemii IAAPA była cennym wsparciem?

Mikołaj Jędrzejkowski: Szczególnie aktywnie uczestniczyliśmy wtedy w życiu tej organizacji. Wtedy IAAPA pełniła wręcz rolę terapeutyczną – wymienialiśmy się doświadczeniami z innymi operatorami z całego świata, rozmawialiśmy o tym, jak funkcjonujemy w warunkach lockdownu, jak wygląda sytuacja w Polsce i naszej części Europy. Wspólne rozmowy i wsparcie pomogły wtedy przetrwać najtrudniejszy czas, mimo że nikt nie miał wpływu na decyzje o zamykaniu czy otwieraniu branży.

Członkowie IAAPA nie tylko biorą, ale też oferują coś od siebie.

Mikołaj Jędrzejkowski: Tak, po tych 15 latach w IAAPA mam też poczucie, że przeszliśmy na drugą stronę – nie tylko korzystamy z sieci, ale też ją współtworzymy, wzbogacamy. Dzielimy się naszymi doświadczeniami, inspirujemy innych, przekazujemy informacje o tym, co dzieje się w Polsce. Często z tych rozmów rodzą się tematy artykułów czy wywiadów publikowanych w branżowych mediach. Albo pomysły na nowości i atrakcje.

Możecie przywołać jakieś przykłady?

Mikołaj Jędrzejkowski: Naszym autorskim pomysłem były np. nocowanki w Loopy’s World – początkowo związane głównie z Halloween, a później także z Sylwestrem. Chodziło o to, żeby rodzice mogli spokojnie planować swoją zabawę sylwestrową, a my w tym czasie w atrakcyjny i bezpieczny sposób zajmowaliśmy się dziećmi.

Dziś takie nocowanki odbywają się już właściwie w całej Polsce. 

Mikołaj Jędrzejkowski: Jesteśmy, można powiedzieć, firmą często kopiowaną. Wystarczy czasem zajrzeć do regulaminów różnych nowych podmiotów. W wielu z nich odnajduję zapisy, które sam kiedyś tworzyłem.

Loopy's World
Fot. Loopy’s World

Ale to chyba naturalne. Bycie pierwszym czy liderem zawsze oznacza, że inni będą się na tobie wzorować. 

Mikołaj Jędrzejkowski: My odbieramy to pozytywnie – jako dowód, że dobrze wykonaliśmy swoją pracę i że nasze pomysły były warte naśladowania.

Nie robicie więc ze swojego know-how wielkiego sekretu.

Daria Bohorodzicz: Myślę, że jesteśmy otwarci na współpracę i wymianę doświadczeń – zarówno z parkami zagranicznymi, jak i z polskimi. Chcielibyśmy, żebyśmy bardziej się wspierali, niż konkurowali ze sobą. Oczywiście konkurencja jest naturalna, ale w wielu kwestiach możemy też współpracować, inspirować się nawzajem i wspólnie rozwijać rynek.

Mikołaj Jędrzejkowski: To widać nie tylko na przykładzie naszych nocowanek. Podobnie było z naszym systemem bransoletek – jednym z pierwszych tego typu rozwiązań w Polsce. Inspirowaliśmy się systemami z aquaparków, gdzie bransoletki RFID służą do płatności i zabezpieczenia rzeczy przed zamoczeniem. My postanowiliśmy pójść krok dalej i wykorzystać je jako dodatkowy element bezpieczeństwa.

W Loopy’s World bransoletki nie tylko pełnią funkcję praktyczną, ale przede wszystkim pomagają nam dbać o bezpieczeństwo dzieci. System zapewnia, że dziecko może opuścić obiekt tylko z tą samą osobą, z którą przyszło – niezależnie od tego, czy to rodzic, dziadek czy opiekun.

Wciąż czujemy się w tym zakresie bardzo innowacyjni – zarówno na skalę krajową, jak i międzynarodową.

Bezpieczeństwo jest zresztą tematem, który przewija się w naszej branży na każdym kroku. Ten system, o którym wspomnieliśmy, to dla nas nie tylko kwestia organizacyjna, lecz także sposób budowania zaufania wśród naszych gości. Inspiracje czerpiemy z IAAPA, ale nigdy nie przenosimy ich bezpośrednio – zawsze dostosowujemy je do naszych potrzeb i realiów lokalnego rynku.

Jak wiele z międzynarodowego środowiska IAAPA udaje się “przenieść” na krajowy rynek?

Mikołaj Jędrzejkowski: Wiele. Symbolem jest to, że udało się przenieść na przykład Spring Forum, które odbyło się w 2017 roku w Polsce. Zostało zorganizowane z naszej, lokalnej inicjatywy – mojej, Piotra Wiechy, właściciela i prezesa Rabkolandu, i projektanta parków rozrywki Daniela Heinsta. Po raz pierwszy i jak dotąd jedyny odbyło się w Polsce, w Krakowie.

To było duże wyróżnienie i wyraz zauważenia naszego kraju przez międzynarodową organizację działającą w branży rozrywkowej. Doceniamy, że w ramach IAAPA można wyrażać swoje zdanie, wpływać na rozwój branży i inicjować nowe działania.

(Najbliższe spotkanie organizacji w ramach IAAPA Presents: Poland odbędzie się w grudniu, w Łodzi: w Mandorii, Aquaparku Fala i Orientarium ZOO – przyp. red)

IAAPA w Polsce
Fot. IAAPA / IAAPA Spring Forum 2017

IAAPA często pomaga swoim członkom nie tylko w codziennym rozwoju ale również w sytuacjach kryzysowych. Czy zdarzyło się wam korzystać z takiego wsparcia?

Mikołaj Jędrzejkowski: Tak, mieliśmy taką sytuację. W momencie kryzysowym odzywaliśmy się do IAAPA. Na tamtym etapie mieliśmy poczucie, że nasza sprawa została szybko zauważona i omówiona w gronie organizacji.

Pod powierzchnią to wsparcie było bardziej widoczne – nasz przypadek stał się znany w całym środowisku. Dzięki temu zauważył nas również producent sprzętu, który bardzo się w tę sytuację zaangażował. Myślę, że mogło to mieć związek z tym, że jesteśmy aktywnym członkiem IAAPA. Te informacje szybko się w organizacji rozchodzą. Spotkaliśmy się więc ze zrozumieniem i realnym wsparciem, bardziej bezpośrednim niż formalnym.

Mieliśmy na szczęście jeden taki przypadek. Wyciągnęliśmy z niego jednak sporo wniosków. To też doświadczenie, które pokazuje, jak szeroki wachlarz działań obejmuje współpraca w ramach IAAPA.

Loopy's World
Fot. Loopy’s World

Takie incydenty mogą być cenną lekcją również dla innych członków organizacji. Skoro informacje o nich krążą w branżowym środowisku, łatwiej wszystkim reagować. 

Mikołaj Jędrzejkowski:  To prawda, bo często dostajemy wiadomości o zdarzeniach w innych parkach – np. o wypadku czy awarii – i to natychmiast zmusza do reakcji. Myślimy wtedy: sprawdźmy, jak to jest u nas, sprawdźmy nasz sprzęt jeszcze raz, upewnijmy się, że wszystko działa jak należy. Takie informacje naprawdę motywują, pobudzają do działania i zwiększają świadomość bezpieczeństwa. To moim zdaniem  jedna z największych wartości płynących z przynależności do IAAPA.

To na szczęście sytuacje jednostkowe. A jak korzystacie z IAAPA na co dzień? Czy to są fora, wydarzenia typu IAAPA Expo Europe, czy może webinary i czaty online?

Mikołaj Jędrzejkowski: Lubimy webinary IAAPA. Szczególnie bogato korzystaliśmy z nich na początku działalności. Dziś z jednej strony mamy już świadomość, że około 80 proc. wiedzy przekazywanej podczas takich spotkań online to treści, które już dobrze znamy. Ale wtedy była dla nas bardzo cenna i inspirująca wiedza.

Dla osób nowych w branży to więc świetne źródło informacji. Naprawdę warto z tego korzystać – słuchać, obserwować, chłonąć wiedzę z doświadczeń innych. My z kolei myślimy dziś raczej o tym, jak moglibyśmy przekazać swoją wiedzę dalej – nie tylko dzieląc ją na segmenty indoor i outdoor, ale też pokazując pewne nowości i trendy, które mogą zainteresować wszystkich początkujących przedsiębiorców w branży rozrywkowej.

Na obecnym etapie webinary i spotkania online pełnią dla nas głównie funkcję katalizatora. Pomagają nam utrzymywać kontakt z branżą, aktualizować wiedzę o producentach i innych członkach IAAPA.

Fot. Fot. IAAPA / IAAPA Spring Forum 2017

Czy są obecnie jakieś szczególne tematy ważne dla obiektów typu indoor, takich jak Loopy’s World, które mogłyby pojawić się w ramach edukacji w IAAPA?

Mikołaj Jędrzejkowski: Cała sfera animacyjna. To coś, co łączy większość parków i centrów rozrywki, a jednak rzadko kiedy staje się przedmiotem systemowej wymiany wiedzy. 

Myślę, że warto byłoby stworzyć przestrzeń, w której wszyscy moglibyśmy się uczyć, jak szkolić animatorów. Umówmy się:  animatorzy to często młodzi ludzie, studenci, którzy dopiero szukają swojego miejsca, a jeśli mają predyspozycje interpersonalne i polubią tę pracę, to możemy z nich wychować świetnych specjalistów.

Przekazujemy im naszą wiedzę, ale wiem z doświadczenia, że nie zawsze trzeba „wymyślać koło na nowo”. Czasem dobra animacja to proste, ale dobrze poprowadzone pomysły. Zbyt często próbujemy tworzyć coś efektownego, a potem okazuje się to trudne do zrealizowania. Tymczasem nawet najprostsze zabawy i aktywności, jeśli są poprowadzone z energią i uśmiechem, potrafią zachwycić dzieci i dorosłych.

Dlatego uważam, że IAAPA mogłaby rozwinąć taki wspólny nurt animacyjny – właśnie po to, by doskonalić animatorów i wymieniać doświadczenia między obiektami. Ten temat przecież dotyczy całej branży, zarówno outdoorowej, jak i indoorowej.

Loopy's World
Fot. Loopy’s World

Loopy’s World ma już długą historię, a co za tym idzie – dużo doświadczeń i obserwacji. Jak na przestrzeni lat zmieniły się oczekiwania i świadomość Waszych gości? Czy zauważacie zmianę pokoleniową?

Mikołaj Jędrzejkowski: Zdecydowanie tak. Widać ją choćby po tym, że pierwsze dzieci, które kiedyś bawiły się w naszym obiekcie, dziś przychodzą do nas ze swoimi dziećmi. To bardzo przyjemna zmiana – znak, że zostaliśmy dobrze zapamiętani i że ludzie mają do nas sentyment.

Kiedy wchodziliśmy na rynek, wszyscy mówili: „wszystko dla dzieci”, ale często dodawali w myślach: „byle nie za drogo”. Pamiętam, że często wtedy słyszeliśmy, że jesteśmy drodzy – bo faktycznie byliśmy jedną z niewielu firm oferujących taką jakość i standard. Dziś sytuacja się odwróciła. Choć wstęp do naszego obiektu kosztuje znacznie więcej niż kiedyś, nie odbiega od stawek rynkowych – a często wręcz jest od nich niższy. 

Ludzie zaczęli doceniać wartość wspólnego czasu z dziećmi. Widać ogromną zmianę w podejściu – nie chodzi o to, że wcześniejsze pokolenie poświęcało dzieciom mniej uwagi, ale o to, że dziś robi się to inaczej, bardziej świadomie. Rodzice nauczyli się spędzać czas z dziećmi w sposób aktywny i zaangażowany. Rynek im to umożliwił, oferując miejsca, gdzie także dorosły może się bawić. 

My w Loopy’s World lubimy mówić, że dajemy dzieciom przestrzeń do zabawy, ale prawdziwym beneficjentem tego uśmiechu dziecka jest rodzic.

Jeśli potrafi po prostu zjechać ze zjeżdżalni, zbudować coś wspólnie z klocków, pokonać mały challenge razem z dzieckiem – to właśnie wtedy tworzy się ta najcenniejsza więź. Rodzic staje się wiarygodnym partnerem w zabawie i w życiu dziecka, a nie tylko „żandarmem”, który daje polecenia i wymaga.

Dziecko czuje się wtedy zauważone i docenione. Widząc rodzica, który potrafi się śmiać, bawić i przełamywać własne bariery, chętniej go słucha i ufa mu bardziej. To dla mnie jedna z najpiękniejszych zmian, jakie zaszły przez te wszystkie lata.

Demografia w Polsce też się zmienia – społeczeństwo się starzeje. Czy to Was niepokoi?

Mikołaj Jędrzejkowski:  Oczywiście, że trochę niepokoi. Na razie traktujemy to jednak bardziej jako wyzwanie, choć wiemy, że problem jest realny i coraz bardziej zauważalny. Na szczęście my, jako Loopy’s World, jeszcze tego bezpośrednio nie odczuliśmy.

Zwracamy jednak na to uwagę i czasem zastanawiamy się, czy nie tworzyć takich przestrzeni i miejsc również dla seniorów. Zresztą mieliśmy już sytuację, że ze zjeżdżalni rodzinnej skorzystała u nas pani w wieku 91 lat!

To też w części kwestia biletów. Zrobiliśmy dwie rzeczy, które szczególnie nas definiują. Po pierwsze, od początku przyjęliśmy zasadę, że nie ograniczamy rodzicom dostępu do tego uśmiechu dziecka. Od samego początku nie pobieramy opłat od dorosłych za wstęp.

Niewiele obiektów decyduje się na taki krok.

Mikołaj Jędrzejkowski: Jako rodzic doskonale rozumiem innych rodziców. Pamiętam, jak chodziłem z dzieckiem na poranki do kina — w niedzielę o dziewiątej rano, czyli w czasie niezbyt wymarzonym dla dorosłych — i za każdym razem coś mi nie pasowało w tym, że za seans dla dzieci muszę płacić pełen bilet dla siebie. Płaciłem więc za “Boba Budowniczego” itp. Właśnie dlatego zależało nam, by nasze podejście było inne, bardziej uczciwe i rodzinne.

Rodzic u nas nie płaci za wejście. Co więcej – zachęcamy, by uczestniczył w zabawie razem z dzieckiem. Nie chodzi o to, by przejął przestrzeń i bawił się sam, ale by towarzyszył, wspierał i przeżywał te emocje razem.

Oczywiście zdajemy sobie sprawę, że dorośli bawią się z inną siłą, energią i ciężarem, więc zawsze apelujemy o rozwagę i czujność. Ale gdy dorosły wchodzi na konstrukcję ze swoim dzieckiem, włącza się w nim zupełnie inny tryb – tryb opiekuna, obserwatora emocji. Widzi radość dziecka i nastawia się na odbiór jego emocji. A to jest najważniejsze.

Umożliwiamy więc rodzicom naprawdę wspólne przeżywanie zabawy. To jeden z najważniejszych elementów naszej filozofii – łączenie pokoleń poprzez wspólną aktywność i emocje, które pamięta się latami.

Loopy's World
Fot. Loopy’s World

Dyskusja

Dodaj komentarz

Czytaj także

Newsletter